To ćwierkać, czy nie?

Jeśli przyrównać media społecznościowe do pędzącego autostradą motoru, to Facebook jest Harleyem. Spycha wszystko z drogi i mknie po swoje. Czy jest zatem sens inwestować w przyczepkę do niego z logo niebieskiego ptaszka?
Moje podejście do Twittera

Przyznam się bez bicia, że o Ćwierkaczu usłyszałem dosyć późno. A że jeszcze wtedy budowałem markę bloga, szukałem kolejnych kanałów w których mógłbym go promować + zyskiwać wiedzę. Pierwsze doświadczenia były jednak takie, że odbiłem się od ściany…

No bo tak: Twitter to ściana tekstu, ciągła lawina newsów/nowych statusów/hashtagów. W pierwszej chwili chciałem przeczytać wszystko, wrzucać jak najwięcej, żeby było mnie widać, ale nie tędy droga. Twitter to społecznościówka “chwili”. Publikujemy status, angażujemy kilka osób w dyskusję, zmieniamy temat i toczymy kolejną rozmowę. Do Twittera przekonałem się tak naprawdę wykonując obowiązki zawodowe. Ot, prowadziłem komunikację jednej z marek technologicznych. To co wydawało mi się dobre w strategii stworzonej dla marki, przenosiłem na grunt prywatny i odwrotnie. Teraz mój dzień bez Twittera byłby nudny, niepełny i nie doinformowny.

Facebook podobno się kończy, Pinterest jest za mały. To może warto się zainteresować jednak Ćwierkaczem?

Pierwsze kroki & zalety/mankamenty

Kogo obserwować? Można zacząć na kilka sposobów, na pewno w Twojej branży czytelniku jest kilka wiodących nazwisk. Sprawdź czy są obecni na tej platformie. Potem poszukaj znajomych z FB, sprawdź o czym oni tweetują. Potem sprawdź jakie osoby dyskutują w interesującym Cię temacie (w wyszukiwarce poszukaj słów kluczowych/#hashtagów). Dobrym źródłem poleceń będą również Follow Friday (#FF), w ten sposób użytkownicy polecają osoby godne uwagi. Plus oczywiście warto zacząć obserwować te osoby, które postanowiły przy naszym profilu zaznaczyć follow. Żeby jednak nie przesadzić warto wcześniej zweryfikować kandydata, to nie Facebook, tu nie chodzi o znajomości stricte. Tu chodzi o informacje i wiedzę!

O czym tweetować? O tym, co tworzy Twoją markę, o tym co tworzy Twój interest graph. Jeśli interesujesz się piłką nożną i marketingiem, to o tym tweetuj, przeplataj tematykę. Bez spiny, tu nie ma Edge Ranka, tu nie ma algorytmu filtrującego. Dodawając hashtagi przypisz się do pewnej kategorii tematycznej, a być może ktoś włączy się w dyskusję. Przede wszystkim jednak trzeba zmieścić się w 140 znakach, a to nie zawsze jest takie łatwe. 😉

Jak konsumować informacje? Tak jak pisałem, Twitter to ściana tekstu, elementów graficznych jest tyle co w awatarach użytkowników. Dla niektórych może być przytłaczające, dla mnie pozwala się bardziej skupić na treści. Jeśli ktoś potrafi mi w tweecie sprzedać info/zajawkę tekstu, to kliknę w link i zrobię retweeta. Proste. Nie ma też co się nastawiać, żeby przejrzeć wszystko co się działo od rana na Twitterze. Przejrzyj sobie drogi użytkowniku ostatnią godzinę, dwie. Styknie. Nie przeciążaj się. Możesz też skorzystać z list, w których pogrupujesz obserwowanych tematycznie. Wygodne, proste i intuicyjne.

Jak publikować nowe statusy? Wiele osób używa oddzielnych klientów typu TweetDeck, HootSuite, Buffer. Ok, to jest jak najbardziej w porządku. Moja prośba tyczy się raczej tego, żeby nie robić kalki ze statusów z fejsa. Jeśli chcesz publikować podobne informacje, to chociaż je przeredaguj. Twoi obserwujący poczują się docenieni, a Ty poćwiczysz konkretne i lakoniczne pisanie. Profit dla obu stron. 😉

Miało być też o pewnych mankamentach. Otóż Twitter w Polsce rośnie, ale powoli, znacznie wolniej niż Facebook. W wielu dyskusjach przewijało się to, że polskiemu Ćwierkaczowi brakuje jednostek wybitnych, sławnych, w których blasku mogliby się kąpać normalni użytkownicy. W USA celebrytów korzystających z tego medium nie brakuje. Ja jednak jestem zdania, że gdyby korporacje i agencje zaczęły tam się bardziej rozgaszczać, organizować ciekawe akcje promocyjne, to w końcu i użytkownicy tam się zjawią. Skoro osobą Mai Sablewskiej potrafiono zbudować audytorium dla bloga, to czemu nie zatrudnić sławnych nazwisk, żeby potweetowały jako ambasadorzy marek, a potem rozwinąć profile już w bardziej tradycyjny sposób? Ot, moja refleksja.

Jestem marką na Twitterze, czy ktoś ze mną porozmawia?

Widzę ogólny sceptycyzm w branży reklamowej co do tego medium. Ciągłe pytania, czy jest tam moja grupa docelowa? Czy nasza marka ma tam w ogóle coś do roboty?

Odpowiem wymijająco, tak i nie. Równie dobrze marka, którą się zajmujesz może nie nadawać się na Facebooka, ale siedzisz tam, bo praktycznie wszyscy siedzą. Sprawdzenie czy mówi się o Twojej kategorii produktu na Twitterze to zaledwie kilka kliknięć. Wyszukiwarka, słowa kluczowe, hashtagi, nawet nazwa marki. Sprawdź ile tweetów ukazało się w tydzień i zdecyduj. Ba! Wyfiltruj same wyniki z Brand24 na Twitterze i zobacz czy jest tam życie. Podczas swojej pracy odkryłem, że zarówno marki alkoholowe, odzieżowe, technologiczne i fast foodowe miały by całkiem spore audytorium. To nie są te same cyfry co na Facebooku, ale tu rzeczywiście można porozmawiać. 1 do 1, pokazać, że klient nas interesuje i stworzyć sobie ambasadorów marki.

Nie wierzycie w takie cuda? To sprawdźcie sobie profil Samsung Polska, który jest w tym roku nominowany właśnie za Twittera do Złotych Spinaczy. Nawet sam odczułem jaką świetną robotę robią dostając telefon do testów.

Twitter to medium, które jest dostosowane do urządzeń mobilnych w o wiele większym stopniu niż Facebook czy Google+. Dlatego też, wielu konsumentów może w nim umieszczać swoje skargi/zażalenia/pytania o wiele szybciej. Wystarczy słuchać, korzystać z narzędzi social listeningowych i można do tych ludzi wyciągnąć rękę, zaoferować pomoc, odpowiedzieć na pytanie, czy zapobiec sytuacji kryzysowej w zarodku. Nawet jeśli nie oznaczyli marki lub nie napisali do niej wiadomości. Dopiero na Twitterze odczułem możliwości tworzenia relacji brand – konsument. To również kolejne źródło insightów, także marketerze, jeśli nie korzystać aktywnie, to chociaż obserwuj. 😉

Konkretne komunikaty marketingowe w 140 znakach, zaplanowanie komunikacji, powtarzalność statusów + angażowanie użytkowników w dyskusje, wyciąganie ich do tablicy, oto co można zrobić stawiając pierwsze kroki jako marka na Twitterze. Po stworzeniu społeczności można zacząć pracować nad wyróżnikami naszego profilu i taktyki komunikacyjnej.

Dywersyfikujemy kanały

Na Facebooku marka musi albo być obecna w naszym feedzie codziennie albo korzystać z reklamy żeby nie zniknąć. Twitter paradoksalnie pozwala na lepsze dotarcie do potencjalnego konsumenta, mimo że wydaje się zaspamowany na maxa.

Przede wszystkim o wiele bardziej otwarte API (choć i tak przymknięto już te drzwi, jednocześnie przytrzaskując palce niektórych developerów) pozwala na sprawdzenie w jakich godzinach są aktywni nasi followersi. Także te najważniejsze, zaplanowane komunikaty dotyczące firmy/promocji/produktu możemy nawet zaplanować w Bufferze, dzięki czemu od razu uzyskamy statystyki dotarcia.

Napomknąłem jednak , że Twitter to nie musi wcale być klasyczny kanał komunikacyjny marki.

Wzorem Della można tutaj stworzyć kanał customer service, ograniczony nawet godzinami w których odpowiadamy na pytania. Jest czytelniej niż na Facebooku i nie ma takiego parcia, że musimy odpowiedzieć już, zaraz. Trochę inna kultura platformy.

Czemu by jednak nie zrobić z naszego kanału crowdsourcingowego źródła inspiracji? Zachęcamy użytkowników, prowadzimy rankingi, motywujemy do podrzucania nowych pomysłów, nagradzamy najlepsze pomysły.

A może kanał na temat działalności CSRowej korporacji? Na FB skupiamy się na promocjach, ofercie itp., bo tego chce masa, ale najbardziej zżyte z marką jednostki tutaj mogą szukać informacji o wolontariacie itd.

Czy może budowanie encyklopedii wiedzy produktowej? Na przykład wiedzy piwnej jak to robi Kompania Piwowarska?

Słowem podsumowania

Trochę tu moich dywagacji, więcej przemyśleń, ale spójrzmy trzeźwo na rzeczywistość. Na Facebooku horyzont komunikacyjny się nie kończy. Czemu zatem nawet odrobinę nie zaryzykować i nie sprawdzić co Twitter i jego użytkownicy mogą nam zaoferować? Oceniajmy wyniki bardziej jakościowo, niż ilościowo, a można się miło rozczarować.

Plus jeśli marketerzy zaczną tam szerzej działać, to sam Twitter może w końcu spojrzy na nasz kraj łaskawym okiem i udostępni, chociażby opcje reklamowe, które też są bardziej subtelne niż te facebookowe.

logohd24154

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,