Praca zdalna – nie dla mnie

To jeden z tych tematów, który zawsze gdzieś poruszałem przy okazji różnych dyskusji. Tym razem do spisania myśli skłonił mnie ostatni deszczowy dzień kiedy musiałem pracować z domu i po raz kolejny wydało mi się to mega upierdliwe.

 Praca skądkolwiek

Freelancer to synonim pracy zdalnej. Wstaje sobie taki kiedy chce. Robi zlecenie i kasuje fakturkę. A my (zatrudnieni na etat) kisimy się w tych biurach. Może Was zaskoczę, ale ja akurat wolę się kisić niż pracować z domu.

Może niektórzy zrobią duże oczy i pukną się w głowę, ale to chyba kwestia osobowości i motywacji. Kiedy siedzę sobie w metaforycznych “gaciach” i robię raport na domowym komputerze jestem diametralnie mniej skłonny do pracy. Wszak pół metra ode mnie mam łóżko (a śpioch ze mnie straszny), na komputerze odcinek nowego serialu. Raport mógłby poczekać.

To wszystko wina rozproszonej uwagi, którą poniekąd wykształcają w nas media społecznościowe, ale też brak umiejętności samoorganizacji i planowania zadań. Jako osoba odrobinę roztrzepana (czy zdezorganizowana, ładniejsze słowo) potrzebuję nie tylko list zadań, ale też masy karteczek i notatek, których samo tworzenie uspokaja mnie , że mam wszystko pod kontrolą.

Praca w biurze jest dodatkowym czynnikiem, który pomaga mi się skupić. I zauważmy, że wspomniani freelancerzy coraz częściej korzystają chociażby z przestrzeni coworkingowych (pozdrawiam Paulinę i jej NoaCowork, bo tam bym pewnie siedział gdybym był blogerem na cały etat – koniec lokowania produktu). Dlaczego? Uwaga! Obserwacja quasi socjologiczna.

Praca w domu jest be

Ludzie robią różnicę. Pracując w domu zazwyczaj chcemy spokoju, przecież tyle tam rozpraszaczy i naczyń do pozmywania. W pracy zaś rozmowy innych nie przeszkadzają i mamy punkt odniesienia do naszej pracy. Znacznie łatwiej spytać kogoś o zdanie odwracając do niego monitor (I jak Ci się widzi ten post?) niż śląc maila z takim samym pytaniem.

Poza tym zawsze fajniej z kimś podyskutować niż siedząc samemu. Pośmiać się z nowego mema. Zrobić brainstorm nad projektem. Tak, to zdecydowanie dla kolegów i tworzenia rzeczy wspólnie lubię przychodzić do biura.

Może nie jestem największym gadułą na świecie, ale lepiej mi wśród ludzi. Trochę weselej, trochę pobudzająco. Jasne, to kwestia czysto subiektywna, ale w końcu po to się produkuję, bo chcę też poznać Wasze zdanie w tym temacie.

Work life balance

I to jest tak naprawdę meritum mojego wywodu. Czy pracując w internecie, który daje możliwość wykonywania zadań i obowiązków z domu, czy innej kawiarni nie zaburzamy sobie równowagi pomiędzy pracą i życiem osobistym? Granica się zaciera i nie jest już tak jasna jak w podziale biuro – dom. Media społecznościowe też dodają swoją cegiełkę jeśli pracujesz w branży interaktywnej. Bo śledzenie trendów, bo tamto czy czytanie innych blogów, w pracy przecież czasu nie było.

Bo tak naprawdę zaburzenie tej równowagi odbija się na tym, co dla nas najważniejsze, na naszej kreatywności. Zaczynamy myśleć schematycznie i tylko w pewnych ramach. A żeby myśleć out of the box i zachować świeże spojrzenie polecam czasami zastosować się do jednej z poniższych rad.

logohd24154

Tagi: , , , , , , ,