Zwiedzanie w stylu RPG

Nawet nie można wyjechać na urlop żeby do głowy nie wpadł jakiś pomysł do opisania na blogu. W zeszły weekend gościłem w Cieszynie i zwiedzałem go w iście grywalizacyjnym stylu. I myślę, że to całkiem fajny sposób na urozmaicenie sobie odwiedzania nowych miejsc. Jak to dokładnie wyglądało? Czytajcie dalej.

Grywalizacja, z czym to się je?

Na początek kilka słów przypomnienia. Już kiedyś o grywalizacji pisałem, ale w bardziej klasycznym ujęciu. Grywalizację najczęściej charakteryzuje się jako mechanizm „wstrzykiwania” frajdy do najbardziej pospolitych zajęć. W jaki sposób? Poprzez nawiązywanie do gier (i to nie tylko komputerowych). Najlepszym modelem są oczywiście gry RPG w których chodzi o odgrywanie roli, spełnianie zadań i zdobywanie punktów doświadczenia, czy odznak/osiągnięć.

grywalizacja_greenboard-940x310

Grywalizacja to również narracja. Czy wyjście po zakupy brzmi prozaicznie? Owszem. A wyprawa po zapasy podczas której należy ominąć lokalnych przedstawicieli gildii żebraków (meneli znaczy się) i jednocześnie zachować w trzosie jak najwięcej złotych dukatów? O wiele lepiej.

Zresztą to nie jest dla nas nic nowego takie budowanie historii wokół codziennych czynności. Czy jako dzieci nie udawaliście, że podłoga jest lawą i wtedy przemieszczaliście się po pokoju tak, aby jej nie dotknąć? Lub idąc chodnikiem nie nastąpić na przerwy bo to rzeki lub przepaści? Z wiekiem jakoś zatracamy to dopowiadanie w myślach takich rzeczy i nasze życie staje się trochę monotonne.

Zwiedzanie w stylu RPG

To skąd w ogóle wziął mi się taki pomysł spytacie? Otóż pierwszego dnia naszego zwiedzania Dorota (autorka NewShadowlife i Czechożydka, a prywatnie moja narzeczona) postanowiła wyciągnąć mnie na żydowskie cmentarze. Jako, że pochwalam jej pasję do żydowskiej kultury, ale niezbyt lubię w niej partycypować, to oczywiście poszedłem tam trochę z musu.

Jednak, gdy moim oczom ukazał się stary żydowski cmentarz stwierdziłem: „To wygląda jak lokacja z Wiedźmina! Tylko ghuli brakuje.” I wtedy mózg mi zatrybił, że czemu reszty wycieczki nie opisać w taki właśnie sposób, jak quest z gry. Tutaj ghule, tam odkrycie nowych ruin, punkty doświadczenia się sypią. Wszystko to w mojej głowie, a jednocześnie dawało mi frajdę szukanie kolejnych elementów historii, dopasowywanie i samo zwiedzanie.

Zwiedzanie ze smartfonem w łapie… Tia… Mnie jednak to jakoś nie rozkojarzało, robiłem zdjęcie, opis na Instagramie i ruszałem dalej, szukając kolejnego etapu na mapie. To pozwoliło również uporządkować cały nasz wypad, bo gdy w głowie ułożyłem sobie odpowiednią historię zabytki znajdowały się same i tym sposobem zwiedziliśmy w Cieszynie wszystko co najważniejsze. Poniżej znajdziecie całą historyjkę, którą stworzyłem, ale to nie koniec. Po „fotostory” znajdziecie również mój pomysł na startup grywalizacyjny.

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

Graj w zwiedzanie

331698

Wspomniałem, że to pomysł na startup. A i owszem, tylko pewnie koszty realizacyjne byłyby zbyt duże, jednakże nie mam zamiaru trzymać tego pomysłu w głowie, wolę się nim z Wami podzielić i sprawdzić jaki byłby jego odbiór.

Otóż tak. Przyjeżdżamy do nowego miejsca, nie znamy go, nie wiemy gdzie pójść coś zjeść, co zwiedzić. Mamy niby przewodniki, mapy, Google, ale to wszystko wymaga czasu i szukania. Co gdyby aplikacja mobilna podpowiadała nam to wszystko? Poniżej znajdziecie wszystkie funkcje i gratyfikacje jakie spełniałaby gdyby powstała.

1. Mapa miasta – sprzężona z Foursquare i tym samym pozwalająca na meldowanie się w poszczególnych miejscach.

2. Przyjeżdżając do danego miasta wybieramy quest który chcemy spełnić – każdy quest to kilka miejsc do odwiedzenia w których czekają nas wyzwania np. znalezienie miecza podczas zwiedzania muzeum, czy zwiedzenie jakiejś lokacji i potwierdzenie tego check-inem itp.

3. Mapy miast i zadania byłyby dopasowane do klimatu miejsca – jeśli jest to miejscowość historyczna, to mamy klimat fantasy, postindustrialna to mamy klimat steampunkowy, a taki Wrocław czy Warszawa spokojnie mogłyby być scenerią narracji kryminalnej, czy nawet noir

4. Na mapie znajdujemy również gospody i zajazdy, czyli oferty partnerów aplikacji – restauracje i hotele mogłyby oferować użytkownikom zniżki, więc jest wyraźna gratyfikacja za użytkowanie, ale to nie koniec

5. Kolejną gratyfikacją byłyby nagrody za punkty doświadczenia i poziomy zbierane w aplikacji – nagrody gadżetowe od partnerów lub zniżki na przejazdy w nowe miejsca (PKP i Polski Bus)

6. Element crowdsourcingowy – czyli każdy użytkownik może tworzyć swoje questy w danym mieście, historie i miejscówki; za to również byliby nagradzani punktami doświadczenia dla Kronikarzy

7. Integracja z Instagramem, która pozwala później stworzyć wirtualną księgę/dziennik ilustrującą naszą wycieczkę; wszystkie zdjęcia dopasowane do miejsc z odpowiednimi opisami zadań i narracją; wtedy moglibyśmy się dzielić kompletnym zapisem naszego zwiedzania ze znajomymi

Zdaję sobie sprawę, że byłby to istny kombajn i bardzo ciężko byłoby coś takiego stworzyć, ale też całkiem fajnie można by za pomocą takiego narzędzia realizować wszelkie gry miejskie. A osobom, które lubią odwiedzać nowe miejsca na pewno ułatwiłoby wybór obiektów zwiedzania. Jeśli chcielibyście taką aplikację na swoich telefonach, to dajcie lajka, może wtedy poważnie się zastanowię nad szukaniem ludzi do realizacji tego.

logohd24154

PS. Jeśli będziecie odwiedzać Cieszyn (a warto o czym pisała Dorota tutajtutaj) to koniecznie zatrzymajcie się w hostelu 3 Bros Hostel. Mariusz i Kornel opowiedzą Wam o mieście, wręczą mapę i powiedzą co warto zwiedzić. Poza tym mają mega zajawkę na punkcie swojego regionu, więc tym bardziej cieszę się, że mogłem ich poznać.

PPS. Ilustracja główna autorstwa Tuomasa Korpi, mapa to fragment mapy Wrót Baldura.

Tagi: , , , ,