Trzy rodzaje ludzi, którzy hamują Twój rozwój

Na pewno spotkaliście się z takimi ludźmi, najpewniej pojawiali się też w wątkach komentarzy na Facebooku. Są to jednostki, których należy się wystrzegać, bo swoim zachowaniem mogą negatywnie na nas oddziaływać. Oczywiście nie mam tu na myśli pojedynczych przypadków, gdy ktoś ma inne poglądy niż my. Chodzi tu raczej o recydywistów jeśli chodzi o szerzenie negatywnych fluidów.

Hejterzy

Najgorszy typ ludzi w internecie. I nie chodzi mi tu o tych wszystkich plujących jadem w komentarzach na Gazeta.pl. Niektórzy z nich potrafią wejść do Twojej piaskownicy, na profil prywatny lub fanpage. I tam zaczynają się rozpychać. Skąd takie zachowanie i motywacja? Pewnie niedowartościowanie i brak sukcesów w życiu. I nie mylmy hejterów z trollami, bo posługują się zupełnie różnymi środkami. Hejter od razu jedzie z grubej rury.

Sposób na takich jest prosty i jakże satysfakcjonujący, dajesz bana (o czym pisałem tutaj) i się nie przejmujesz. Czasami nawet prewencyjnie jest dobrze wyszukać takiego osobnika w innych socialach i tam też go prewencyjnie zablokować. Oczywiście ten typ użytkownika utożsamiam z krytyką, która nie jest konstruktywna. Raczej trudno u takich o jakiekolwiek sensowne myślenie i poparcie argumentami. Zatem jeśli w Waszym otoczeniu jest ktoś, komu nic się nie podoba i posługuje się prawie cały czas inwektywami, to lepiej się od takiej osoby odsunąć, chyba że bawi Was obserwowanie takich frustratów. Tylko, że to może się kiedyś odbić czkawką.

Mający pod górkę

Pewnie wśród znajomych macie osoby, które wiecznie narzekają, że z pracą źle, ze studiami też i w ogóle Polska to nie jest kraj dla ludzi. Nawet wśród niektórych blogerów zauważyłem tendencję, gdy na przykład pisałem o jakiejś współpracy lub przesyłce od firmy, to oni pisali „O też bym tak chciał”. Ale zaraz? Jaki w tym problem? Weź się w garść, zacznij pracować nad sobą i tym co tworzysz. To tak jakby inni dostawali to za darmo.

Tacy pokrzywdzeni przez los bliźni są o tyle irytujący, że często robi się nam ich żal. Nawet gdy podsuwamy im konkretne wyjścia z ich sytuacji. To nie, bo on nie da rady, to nie dla niego. Naprawdę nie chce zabrzmieć bucowato czy bez empatii, ale tacy ludzie potrafią tą swoją niemocą zarażać. Jest tyle przykładów ludzi osiągających sukces z niczego, że to głowa mała, ale oni wolą dalej narzekać, doszukiwać się jakiś spisków czy czegoś, że innym się udało bo „COŚ”. Ej, Ty też możesz trafić na to „COŚ”, łut szczęścia. Tylko trzeba kolokwialnie wziąć dupę w troki i zacząć robić coś ze sobą. Pisać lepiej, rysować lepiej, pójść na jakieś szkolenie, warsztaty. Gdy się siedzi i użala nad swoim losem to raczej nic się od tego nie poprawi.

Pseudospecjaliści

Zwłaszcza w branży social media o takich łatwo. Stosunkowo młoda działka komunikacji i marketingu, więc bariera wejścia dość niska. I znajdują się nagle tacy, którzy znają wszystkie briefy, cele i KPI każdej marki. Wytykają błędy nie dając rozwiązań. Krytykują bez pokazania swoich rzeczywistych kompetencji. A najbardziej mnie bawią Ci, którzy tak mocno najeżdżają na jakąś firmę, że chyba zapominają iż kiedyś mogą trafić na jej przetarg. I wtedy niech nie daj boże ktoś się skapnie z tego faktu.

Mówienie z wyższością, traktowanie wszystkich jak uczniaków i wszechobecność we wszystkich wątkach dotyczących jakiegoś tematu (tak jakby specjalnie ustawiali sobie alerty w Brand24), po tym można takich poznać. Czemu hamują rozwój? Bo wpychają nam do głowy jakieś niesprawdzone teorie, wnioski i poglądy. Często błędne lub zwyczajnie na bakier z dobrymi praktykami. Często lubią się też wybijać na tym, że podważają czyjś autorytet lub dokonania. Już za samo to powinni być skreśleni.

image-slider2

Życie w bańce?

Gdy ostatnio napisałem, że fajnie jest otaczać się pozytywnymi ludźmi, to ktoś mi od razu wytknął, że żyję w bańce i się na tym przejadę. Otóż nie, to nie jest bańka. To po prostu dobór właściwych, trzeźwo myślących ludzi wokół Ciebie. Wiadomo, że każdy ma gorszy dzień, coś go wkurzy lub się nie spodoba. Tylko o wiele bardziej stymulujące jest, gdy proporcje pomiędzy negatywami, a pozytywami są mniej więcej jeden do dziewięciu.

Dlatego ja staram się cały czas szukać dobrych aspektów nawet w porażkach. Wiecie, tak jak w środowisku startupowym, gdzie upadek jednego pomysłu to szansa dla kolejnego. Lepiej przyjmować wszystko na klatę i szukać lepszych rozwiązań, sposobów na życie. Uznajcie mnie za dziwnego, ale ja na przykład zawsze się cieszę, gdy znajomemu wypali jakaś współpraca na blogu albo jego startup zacznie rosnąć. Bez żadnej zawiści. Bo wtedy zapala mi się lampka w głowie pod tytułem „TOBIE TEŻ SIĘ MOŻE UDAĆ”.

Zatem zamiast szukać możliwości przyczepienia się do czegoś, czasem lepiej ugryźć się w język i spróbować podejść do zagadnienia w stylu „co ja bym zrobił”. Zamiast narzekać na coś w kółko lepiej usiąść na moment, przemyśleć problem i poszukać alternatyw. Lub po prostu starać się być kimś z kim sami chcielibyście się napić. Takimi ludźmi bądźcie, a nie komentatorami z Onetu.

logohd24154

Tagi: , , , ,