Na szybko: Ogarnij matrix

Pamiętacie może coś takiego jak model 1/9/90? Opisuje on do pewnego stopnia zachowania internautów, 1% tworzy, 9% dystrybuuje, reszta tylko obserwuje, ale nie zaznacza swojej obecności. Pewnie dziś te procentowe wartości byłyby trochę inne, ale jednak pozostańmy przy takim założeniu. Te dziewięć procent, to użytkownicy którzy dzielą się, wyszukują informacje i częściowo je tworzą poprzez komentowanie i prezentowanie swoim znajomym/subskrybentom. Fachowo nazywa się to kuratelą/kuratorstwem treści (content curation) i dziś chciałbym Wam opowiedzieć, czemu warto partycypować w tym trendzie. 

Informacji jest zbyt dużo

informationoverload-2

Dzisiejszy internet i sieci społecznościowe są pełne linków, opinii i artykułów. Jak weryfikować co jest wartościowe? Co warto przeczytać? Z pomocą przychodzą „agenci zaufania” o których pisał Chris Brogan. To osoby-bufory informacji. Ufamy im na tyle, iż nie będziemy żałować czasu spędzonego na treści którą nam zaserwowali. Najpewniej macie w swoich sieciach społecznościowych kilka takich osób, które wygrzebują prawdziwe rarytasy, świetne case study i opracowania. No właśnie, czy oni to wszystko wyszukują z palca?

Otóż nie, o czym wspomnę trochę później. Teraz jeszcze zastanówmy się, czy dobór odpowiednich treści, filtrowanie tego przez takich użytkowników jest wartością samą w sobie? Przypomina to odrobinę pracę bibliotekarza, który wie co znaleźć na jakiej półce, ale jako że jest zapatrzony tylko w katalogowanie, to nic ciekawego nam nie poleci, nie podpowie. Kurator treści zaś to bibliotekarz z własną opinią, poda książkę, zrecenzuje w trzech słowach i jeszcze będzie chciał podyskutować jak wrócimy ją oddać. Zatem żeby kuratorstwo contentu – to bardzo niefortunne przełożenie na polski, bo kurator kojarzy się przede wszystkim z sądownictwem lub sztuką – miała wartość dodaną dla naszego interest graphu  – przypominam, że to grupa ludzi, którzy nas obserwują w social media, ale ze względu na dzielone zainteresowania – musi być wyekwipowana w naszą opinię, komentarz, wnioski.

Dokładnie coś takiego robię przy Podsumowaniach Tygodnia i Pijaru Ficzerach. To nie jest jakieś mega twórcze zajęcie, ale buduje zaufanie oraz przywiązanie użytkowników. Bo czemu inaczej byście wracali do każdego kolejnego Podsumowania, gdyby nie było dla Was pomocne?

Ogarnij matrix informacji

curateflow

Najprostszy z możliwych schematów działania. Skoro już znaleźliśmy coś ciekawego, to nie chowajmy tego w odmętach przeglądarkowych zakładek, dzielmy się tym. Warto świecić przykładem, bo dzięki temu można skłonić swoich znajomych do podobnych praktyk. Łatwo jest narzekać na jakość własnych feedów społecznościowych, równie jednak łatwo wnieść do nich wartość dodaną. Skąd jednak czerpać treści?

Dróg jest kilka i osobiście ze wszystkich korzystam, najczęściej za pośrednictwem smartfona:

  • Pocket – aplikacja do zachowywania treści „na później”, posiada jednak świetną funkcję, czyli filtrowanie artykułów na długie/krótki lub najczęściej zachowywane. Wiecie, taki społecznościowy dowód słuszności, że warto to przeczytać. Poza tym Pocket może być sprzężony z przeglądarką, a także innymi aplikacjami do agregowania i konsumowania treści. Równie łatwo można też udostępniać artykuły w nim przeczytane. Podstawa przy zarządzaniu contentem.pocket
  • Feedly – będę do znudzenia wałkować, że RSSy wcale nie umarły, a prostota Feedly tkwi w tym, że na podstawie utworzonych folderów poleca nam kolejne źródła, a także pozwala wybrać te, które były najczęściej udostępniane. Znów nie trzeba się przekopywać przez setki artykułów. W wersji mobilnej aplikacji mamy również zakładkę „Explore”, a to istna kopalnia fajnych treści z zakątków internetu do których normalnym wyszukiwaniem moglibyśmy nigdy nie dotrzeć.feedly
  • Pulse – aplikacja łudząco podobna do Flipboarda, ale poprzez sprzężenie z LinkedIni dostępem do tego co publikują tamtejsi influencerzy jest to dodatkowy czynnik, który mnie skłonił do korzystania z niej. Możemy tam agregować najpopularniejsze artykuły z różnych źródeł tematycznych. Ja mam oczywiście marketing, social media etc. Bardzo dobrze jako źródło sprawdzają się również hity Pocketa. Nie ma jednak problemu, żeby Pulse wyświetlał nam wszystko z danej tematyki. W ogóle uważam, że jeśli jakaś aplikacja tego typu ma jedną oryginalną funkcję względem konkurencji, to i tak warto się nad nią pochylić i co jakiś czas sprawdzić co fajnego nam podsunie.GOOGLEPLUS-COVER-PHOTO[5]
  • Klout – tak, dobrze przeczytaliście. Otóż w ostatnich dniach nastąpiła ogromna przemiana tego serwisu. Dzięki analizie tego czym zwykle się dzielimy, serwis podpowiada nam artykuły którymi powinniśmy się podzielić z naszą społecznością. Dobór treści oczywiście nie jest od czapy, tylko opiera się na tematach, które mamy wpisane w profilu. Jeśli otrzymywaliśmy w nich K+, czyli takie kloutowe lajki od użytkowników, to tym większe prawdopodobieństwo, że dostaniemy dopasowane do nas treści, którymi możemy się podzielić bezpośrednio z poziomu Klouta – niestety jeszcze nie wprowadzili dokładnej analityki, żebyśmy mogli badać jak co się klikało itp. Możecie być sceptyczni do tego narzędzia, ale dajcie mu szansę chociaż pod względem polecania wpisów z zagranicznych blogów i serwisów. Bo to naprawdę zacnie działa.24

Jest taki fajny zwrot, „sharing is caring”. Dlatego dbajcie o swoich subskrybentów, znajomych oraz innych członków swoich społeczności. Skoro wiecie gdzie szukać, to nie chowajcie wiedzy i informacji do szuflady, dzielcie się nimi. Doceniajcie również autorów, bo mimo że „Lubię to” jest do pewnego stopnia walutą, to zgadzam się z Michałem Góreckim, że twórców których jest zaledwie 1% trzeba dodatkowo motywować i wynagradzać. Tak, to było zawoalowane call to action. 😉

logohd24154

Tagi: , , , , ,