Prosta appka to dobra appka

Smartfon to jedno z najbardziej „intymnych” urządzeń jakie posiadamy. Zatem również aplikacje, które na niego wgrywamy są dość ważne. Owszem, można potestować nowości, ale zazwyczaj na karcie pamięci pozostaje tylko ułamek appek, te najbardziej przydatne. I chciałbym Wam polecić kilka aplikacji, które w ostatnim czasie bardzo ułatwiają mi życie i korzystanie z mobile’a.

Jedna funkcja, by wszystkimi rządzić

Najgorsze co może być dla aplikacji mobilnej, to przeładowanie jej różnymi mechanizmami, wodotryskami i funkcjami. Im bardziej skomplikowana, tym cięższa dla procesora, wolniejsza, a w rezultacie mniej przyjazna użytkownikowi. Dochodzimy do momentu kiedy takie geniusze jak ja, czyli ludzie siedzący w agencjach chcą napchać jak najwięcej do aplikacji, żeby klient był zadowolony. A to tak nie działa. Bo to nie aplikacje stworzone z potrzeb marketingowych królują w rankingach Top pobrań. Czemu się tak dzieje?

Już o nadmiarze funkcji wspomniałem, ale brakuje mi też wartości dodanej w tym co tworzy się dla klientów agencji. Weźmy sobie takie Any.Do. Co mi daje? Tak zwany Any.Do moment, czyli powtarzalny każdego dnia proces porządkowania zadań. I trzeba przyznać, że upierdliwość aplikacji – to nawet nie jest powiadomienie push, tylko pop up! – działa na korzyść użytkownika. Trudno o czymś zapomnieć, kiedy telefon woła do Ciebie „Ej! Masz do zrobienia raport, a o 19:00 siadaj do bloga! Po drodze zajdź do sklepu, whisky kup.”

 

To idziemy do sklepu. Tam pojawia się kolejny kontekst dla mobilnych rozwiązań. Przykładowo słyszysz w sklepie fajną nutę. Przytupujesz i zastanawiasz się kto to śpiewa. Czekasz, aż spiker w radiu odsłoni niewiadomą. I kolejny kawałek leci, a Ty zostajesz z luką w mózgu wielkości korka na Domaniewskiej. Klasyczna luka informacyjna, która nie zaspokojona sprawia autentyczny ból. Co innego, gdybyś na telefonie posiadał czytelniku drogi coś takiego jak Shazam. Pyk i rozpoznaje piosenkę. Sam do niedawna muzyki z trailerów szukałem w komentarzach na YouTube. Czasem jak już się znalazło na przykład piosenkę z zabawki Assassins Creed, to pod oryginalnym teledyskiem trendującym komentem było „Assassins Creed brought me here”. Niby fajna zabawa w szperanie po sieci, ale chyba wolę zaoszczędzić czas dzięki aplikacji…

Ok, mam ten ulubiony kawałek. Tylko co teraz? Przecież mp3 nie sciągnę na nielegalu. YouTube żre za dużo transferu. Streaming jakiś? Spotify! Ja osobiście się w nim zakochałem. Dodaję muzykę kiedy chcę, synchronizuję z komputerem w pracy,  z telefonem. Tak, bulę dwie dychy co miesiąc, ale warto. Bo mam muzykę zawsze ze sobą, nie muszę bawić się w żadne przesyłanie plików. Jednym słowem, dobra trzema: mobilna szafa grająca. Sama synchronizacja i baza utworów mnie kupiły. Oczywiście są jeszcze inne appki do streamingu muzy, ale jednak możliwość tworzenia playlist offline wraz z wcześniej wspomnianymi funkcjami sprawiły, że to do Spotify płyną moje złotówki.

Płacisz za appki? Glupiś!

Zdania są podzielone i jak zawsze znajdzie się jakiś Polaczek, co to stwierdzi, że on nie będzie bulić za pracę programistów. Ja jestem innego zdania. Tylko, że nie zachęcą mnie do zakupu jakieś trailery, reklamy, czy inne broszury. Wersja testowa za to już tak.

W ten sposób „zaprzyjaźniłem się” chociażby ze SwiftKey, bardzo zaawansowaną klawiaturą ekranową, która nie tylko nauczyła się, że piszę fejsbuk, ale też pozwala na pisanie w stylu flow, czyli mażąc po ekranie. Przy rozbudowanym i spersonalizowanym słowniku świetna sprawa. To dzięki tej klawiaturze powstał ten wpis, co na standardowej zajęło by wieki. Poniżej mała incepcja.

 2013-07-16 18.43.35

Są również aplikacje takie jak Evernote za które bym zapłacił… ale nie muszę, bo w darmowej wersji są już tak wypasione, że zwykły bloger nie ogarnia. Tu znowu rządzi synchronizacja, ale również możliwość tworzenia notatników dzięki którym zarówno szkice notek, jak i Q&A do profili klientów mam w jednym miejscu i zawsze pod ręką. Dla przykładu piszę tę notkę w pociągu i to całkiem sprawnie. Wrócę do domu, wrzucam w WordPressa na PC i voila. W sumie to i z telefonu dałoby radę, ale to trochę masochistyczne doznanie. Wolę jednak zadbać o czytelnika i dać mu sformatowany tekst. I tak samo twórcy aplikacji powinni dbać o nas tworząc coś pod nasze potrzeby, a nie próbując generować kolejne.

Rzekłem!

Jakub „Pijaru Koksu” Prószyński
[counterize]
Tagi: , , , , , , ,