Po co Ci blog?

Dlaczego założyłeś bloga? Bardzo często słyszę to pytanie. Zarówno podczas spotkań blogerskich, jak i towarzyskich, gdy rozmawiam z nowo poznaną osobą. Powodów jest wiele, ale tak naprawdę to co robię wokół bloga to tylko środek do celu. Już od dłuższego czasu nosiłem się z napisaniem takiego tekstu, ale ostatecznie inspiracją był wpis Martyny Tarnawskiej, która sama wspomniała, że to między innymi dzięki mojemu blogowi wciągnęła się w świat social media.

Złe dobrego początki

Studiując socjologię nie ma się zbyt ciekawych perspektyw na zatrudnienie. Jako osoba bez szczególnych uzdolnień matematycznych, programistycznych czy w ogóle ścisłych wybrałem kierunek humanistyczny. I to też nie była do końca moja początkowa decyzja. Na tym konkretnym kierunku wylądowałem trochę przez przypadek, bo nie dostałem się na politologię na UW i UKSW, a socjologia była moją opcją awaryjną.

Co najciekawsze nawet za dużo nie wiedziałem o tym co będę studiować. Kierunek w sumie w miarę modny, z rodzaju tych „po tym można robić wszystko”. Innymi słowy zacząłem studia bez wcześniejszego researchu, po to tylko żeby coś robić i zdobyć papier. Z perspektywy czasu wiem, że tamtemu Kubie z przeszłości sprzedałbym teraz za takie zachowanie i myślenie porządnego kopa w cztery litery. Na szczęście wybrnąłem z tego całkiem nieźle jak na swoje możliwości.

Bodajże na drugim roku studiów mieliśmy przedmiot dotyczący Public Relations. Całkiem spodobała mi się idea takiego miękkiego wykorzystania komunikacji, a także wiedzy socjologicznej. Zacząłem trochę szperać w temacie, a także postanowiłem, że moja praca licencjacka będzie dotyczyła tej dziedziny. Tak rozpoczął się research lektur, zagadnień i tym podobnych. W międzyczasie gdzieś na horyzoncie zamajaczyły praktyki, które trzeba było odbębnić. Tylko, tutaj już pojawiła się u mnie refleksja – „Skoro mam gdzieś siedzieć i tracić czas, to chociaż mógłbym nauczyć się czegoś sensownego”. Do tematu praktyk jeszcze wrócę.

W międzyczasie postanowiłem, że dobrą inwestycją byłoby branie udziału w jak największej liczbie darmowych szkoleń, warsztatów i spotkań dla studentów, które będą powiązane z PRem. Tak trafiłem na zajęcia prowadzone przez Sebastiana Łuczaka, które dotyczyły działań PR prowadzonych przy niskich budżetach albo nawet zupełnie bez nich. Były tam wspomniane blogi firmowe, jako możliwość tworzenia treści, która rozprzestrzeniałaby się wirusowo i wspomagała wizerunek marki. Pan Sebastian napomknął również o blogach prywatnych, które mogą służyć budowaniu wizerunku specjalistów.

I w tym momencie zapadki w mojej głowie zaskoczyły jedna o drugą. Jestem studentem socjologii, bez wyraźnych perspektyw, czemu zatem nie stworzyć sobie portfolio w postaci bloga? Pomysł dobry, trudniej z wykonaniem, bo moja wiedza marketingowo-PRowa w tamtym okresie była mała, żeby nie powiedzieć znikoma.

Tak właśnie chciałbym sobie wyobrażać swój warsztat i to co robię na blogu.

Tak właśnie chciałbym sobie wyobrażać swój warsztat i to co robię na blogu.

Nie jestem ekspertem

Jestem samoukiem. Nie miałem żadnego mentora, wykładowcy czy innej osoby, która pokazywałaby mi drogę. Uczyłem się z książek Chrisa Brogana, czy Davida Meermana Scotta. Z blogów Pawła Tkaczyka i Maćka Budzicha. Uczyłem się eksperymentując na własnym blogu i fanpage’u. Sprawdzając do działa, a co nie. Od razu zdobytą wiedzę przekładałem na praktykę, jednocześnie spędzając nad tym wiele godzin po zajęciach na uczelni lub weekendowej pracy.  Nie uznaję się za eksperta, bo widzę luki w mojej wiedzy, wiem ile jeszcze muszę się nauczyć, ale wciąż mam chęć by to robić.

Po swoim pokoleniu widzę, że ta chęć nie jest tak powszechna. Oczywiście, nie każdy musi pracować w branży reklamowej/socialowej. Z drugiej strony jednak bariera wejścia nie jest taka wysoka, wystarczy trochę myślenia analitycznego, przyczynowo-skutkowego oraz odrobina praktyki. Sam nie wiem co będę robić za pięć lat, bo rynek się zmienia. Więc czemu zatem więcej osób nie pójdzie w moje ślady i nie spróbuje swoich sił w takiej pracy?

Chyba dlatego, że utarło się przekonanie, że „nam się należy”. Ludzie kończą studia nie po to, żeby siedzieć na stażach za 800 złotych. Ja byłem na takim stażu. Ba! Byłem nawet na bezpłatnych miesięcznych praktykach. Czy korona z głowy mi spadła? Nie. Czy nauczyłem się jak wygląda praca w agencji, spotkania z klientem, przygotowywanie prezentacji, raportów? Tak. Co ciekawe praktycznie od samego początku podczas spotkań rekrutacyjnych mogłem się podpierać blogiem. To było moje portfolio, przykład tego co potrafię w dziedzinie w której chciałbym się specjalizować.

U innych widzę z kolei pogoń za tym, żeby jak najszybciej wskoczyć na dobre stanowisko z fajną wypłatą. Głównie poprzez niestandardowe działania, takie jak kreatywne CV, czy całe strony poświęcone szukaniu pracy. Wiecie czego mi w tym zawsze brakowało? Konsekwencji oraz pokazania rzeczywistych umiejętności. Jako osoba z zewnątrz widziałem owszem fajną kampanię, ale marki personalnej o której mało wiem. Nie było to długoterminowe działania, a raczej szybkie generowanie szumu i tyle. Oczywiście jeśli tym osobom się udało, mają pracę o jakiej marzyły, to gratuluję. Tylko myślę, że nie jest to droga, którą rekomendowałbym innym.

Blogowanie nie oznacza, że musisz pracować w takiej branży jak ja

Dla mnie pasją jest marketing i media społecznościowe. Brzmi jak spowiedź pracoholika, ale tak jest. Dlatego zakładanie bloga nie wydaje mi się równoważne z tym, że zaraz będziecie szukać pracy lub możliwości zmiany branży na interaktywną/socialową/marketingową/PRową. Nie. Blog to ciekawy sposób na rozwijanie swojej pasji, opowiadanie o niej, znajdowanie inspiracji u innych. Poza tym to super uczucie, gdy tworzymy coś dla innych i im się to podoba, podają to dalej, rozmawiają o tym. Jeśli brak Ci talentu i nie będziesz muzykiem, czy sportowcem to jest to sposób na zostawienie czegoś po sobie. Chociaż na kilka lat.

Jednocześnie chciałbym Was ustrzec przed kilkoma błędami, które ja popełniałem na swojej blogowej drodze, a wynikały z mojego procesu uczenia się. Gdy zakładałem bloga cztery lata temu, blogosfera wyglądała trochę inaczej, mam wrażenie że nie była grupą z tak wyraźnym trzonem wiodących twórców. Wszystko było trochę bardziej porozrzucane. Dlatego mam dla Was pięć rad, które powinny Wam się przydać jeśli chcecie zacząć tworzyć coś w internecie albo zwyczajnie budować swój wizerunek.

  1. Nie popadaj w skrajności – do pewnego momentu zarówno na fanpage’u, jak i na profilu osobistym starałem się być profesjonalny. Mądre formułki, wykresy, analizy, dużo linkowanych artykułów. I niektórzy trochę mi to wytykali, słusznie zresztą. Bo jeśli tworzymy markę personalną, to bądźmy osobą. Z zainteresowaniami innymi niż temat bloga, rzucającą dowcipami, z dystansem do siebie. Cały czas głównym tematem mojego bloga jest marketing, ale wiele osób wie jakie książki czytam, w jakie gry gram lub jakie seriale oglądam. Poprzez pisanie bloga zdobyłem ich zaufanie i uważają mnie za osobę, która nie poleci czegoś byle jakiego. Po prostu dla czytelników staram się być kumplem.
  2. Nie trać czasu na trolli – dobra, nie chodzi tylko o trolli w sensie stricte, ale ogólnie o pieniaczy. A tych nie brakuje, jest masa ludzi, którzy z jakiegoś chorego powodu starają się swój wizerunek budować poprzez uszczypliwe komentarze na blogach, na Facebooku lub udostępniając wpisy ze zgryźliwym opisem. Specjaliści od wszystkiego i od niczego. Nie zwracajcie na nich uwagi, banujcie od razu gdy widzicie jak udziela się w trzech różnych wątkach próbując nawrócić wszystkich na swoje poglądy. Szkoda tracić czas na dyskusje z takimi jednostkami.
  3. Wyjdź z domu – wiesz, że gdzieś w okolicy jest jakieś darmowe szkolenie, konferencja, spotkanie blogerskie? Wyjdź, poznaj ludzi, pogadaj, nawiąż znajomości. Nic tak mi nie pomogło w ciągu tych czterech lat jak dobre słowo od kogoś spotkanego na żywo „Dobra robota Jakub”, „Czytam Twojego bloga”, „Wiesz, mógłbyś popracować nad tym i tym…”. To naprawdę buduje, daje kopa i poczucie wyjątkowości.
  4. Bądź zarobiony – w czasie gdy rozwijałem bloga pracowałem weekendowo w fabryce Procter & Gamble, studiowałem będąc jednocześnie starostą roku i odbywałem staż w Think Kongu. Po godzinach oczywiście czytałem branżową literaturę i blogi, rozwijałem swoją stronę, warsztat i fanpage. Im mniej czasu miałem tym efektywniej go wykorzystywałem. Potem nadszedł moment, gdy już mogłem się rozluźnić i tylko dokładać cegiełki do tego co stworzyłem, nie musiałem budować od razu całego muru.
  5. Szukaj autorytetów – dzięki lekturze „Zaufanie 2.0” Chrisa Brogana stwierdziłem, że warto szukać sobie jakiś wzorów, ludzi od których mogę czerpać wiedzę oraz doświadczenia, obserwować co jak robią. Teraz dostęp do takich osób jest niczym pstryknięcie palcem, macie moją listę branżową, macie SocialNation. Łatwo odnaleźć ludzi wpływowych, którzy lubią się dzielić swoją wiedzą, wystarczy tylko poświęcić im swoją uwagę.

Historia sukcesu?

To co robię nigdy nie było spektakularne. Nie jest to historia na miarę Marka Zuckerberga i stworzenia Facebooka. Jednocześnie chciałbym, żeby w naszym kraju było więcej takich historii jak moja, ludzi którym się chce. Czy to wśród aspirujących startupowców, osób które marzą o otworzeniu własnej restauracji czy rozwijających pasje plastyczne. Jeśli wyróżniasz się chociaż odrobinę od reszty tłumu, nie spoczywasz na laurach i wierzysz że własną pracą i pasją zdobędziesz więcej niż dzięki wykształceniu, to gorąco Ci kibicuję i trzymam za Ciebie kciuki. Z kolei jeśli uważasz, że studia dadzą Ci podstawy do pracy w jakimkolwiek zawodzie z miękkimi umiejętnościami, a praca u podstaw i staże to dla Ciebie wyzysk, to chyba właśnie straciłeś czytelniku kilka minut ze swojego życia na ten tekst przeczytany bez zrozumienia.

logohd24154

Tagi: , , , , , ,