Pijaru Kejs: PGE spełnia marzenia

Wiecie co lubię w swojej pracy? Że daje potencjał do spełniania marzeń innych. Oczywiście jeśli sytuacja tego wymaga i tak dalej, zależy to od wielu czynników. Jednak marki mają taką moc sprawczą. A czy jest coś piękniejszego od marzeń dzieci? Raczej nie. Dlatego dziś chciałbym Wam opowiedzieć o niezwykłej kampanii, która sprawiła, że zrealizowano prośbę sześcioletniego Sebusia. Wpierw jednak zaczniemy od wydarzenia, które miało miejsce po drugiej stronie globu w 2010 roku.

Boeing i list małego Harry’ego

Wyobraźcie sobie, że macie 8 lat, tak jak Harry Winsor i w swoim światopoglądzie oraz fascynacji samolotami uważacie, że Boeing na pewno będzie chciał zbudować maszynę według waszego projektu. Naiwne, ale jak pięknie dziecięce i ciepłe. Jednak z czym spotkał się entuzjazm małego chłopca? Z korporacyjną odmową, że coś takiego nie może mieć miejsca. Ojciec dziecka postanowił podzielić się tym faktem z czytelnikami swojego bloga, a w rezultacie rozpoczął dyskusję na Twitterze na temat różnych inicjatyw rozpoczynanych przez dzieci.

Na szczęście tweety zobaczył rzecznik Boeinga, Todd Bleacher, który uznał, że firma w której pracuje zachowała się nieodpowiedzialnie odmawiając małemu Harry’emu. Czemu? Ponieważ takie zabijanie dziecięcej kreatywności może sprawić, że zwyczajnie chłopiec nie będzie realizował swoich marzeń. Postanowiono zrekompensować błąd zaproszeniem do muzeum lotnictwa oraz wycieczką po fabryce Boeinga oraz wraz z ojcem Harry’ego wdrożyć rozwiązania pozwalające na komunikacyjne ogarnianie podobnych wydarzeń w przyszłości.

Boeing jak widać w pierwszym momencie nie wykorzystał szansy. Z kolei PGE wiedziało jak się ludzko zachować od samego początku.

„Poproszę ten prąd z reklamy.”

Takie słowa wypowiedziane głosem sześciolatka usłyszała jedna z konsultantek w biurze obsługi klienta PGE. Pewnie większość z nas byłaby po prostu mocno zaskoczona. Oto kolejny dzień pracy, a nagle po przebiciu się przez całą formułkę na infolinii (z czym czasami dorośli mają problem!) w słuchawce odzywa się dziecko. Małemu Sebusiowi odpowiedziano, że rodzice muszą się skontaktować z PGE żeby mógł dostać „prąd z reklamy”. I tak można to było zostawić, jednak zrobiono krok dalej.

Nie wiem jak u Was, ale u mnie podczas oglądania uśmiech nie schodził z twarzy. Nawet oczy trochę się zaszkliły mimo mojej stukilowej, brodatej postury. To historia, która wydarzyła się naprawdę i jest pełna ciepła oraz radości. A przede wszystkim zrealizowano marzenie dziecka. Oczywiście teraz powinienem przejść do najważniejszej części wpisu, czyli tej dotyczącej efektów.

Co dała PGE ta akcja?

Przede wszystkim zacznę od tego, czego nie dała. A w tym wypadku mowa o negatywnym odbiorze. Zazwyczaj jakby fajnej akcji nie wymyślili kreatywni z agencji, to znajdzie się ktoś, kto i tak stwierdzi, że to bujda na resorach i ludzie są podstawieni. Tym razem praktycznie większość reakcji na historię Sebusia była pozytywna i stawiała PGE w nomen omen dobrym świetle. To tylko pokazuje jaki potencjał drzemie w tego typu akcjach, które są zapoczątkowywane przez konsumentów. Bo oczywiście, możemy zaplanować kampanię, wypromować ją i tak dalej, ale nic nie zadziała tak dobrze jak autentyczne emocje.

31d361d646de63df89318a27efb4100d

Ile razy publikowano informacje na temat tej historii? Od początku akcji do końca grudnia 2015 roku było to 265 publikacji, co mogłoby się wydawać małą ilością. Jednak wykombinowano tutaj sprytny sposób na dystrybucję video, o czym zaraz wspomnę. Sam spot obejrzano jednak 385 tysięcy razy, co dało łącznie ponad milion minut. Średni czas z kolei na jednego widza wyniósł 2 minuty i 34 sekundy, także pod tym względem możemy mówić o całkiem dobrym wyniku.

Oczywiście jeśli chodzi o źródła, gdzie rozmawiano o kampanii dominował Facebook, na którym pojawiło się ponad 70% wzmianek. Kolejna statystyka raczej nikogo nie zdziwi, bo aż 74% osób zaangażowanych w komunikację wokół tej kampanii było płci damskiej. Jednak dziecięce perypetie i emocjonalny przekaz mocniej trafiał właśnie do nich. A gdzie został opublikowany rekordowy post jeśli chodzi o liczbę interakcji? Oczywiście na profilu PGE zbierając ponad 560 polubień i 156 udostępnień (tutaj nadmienię, że często gęsto takie udostępnienia są prywatne, stąd potem monitoring ich nie wyłapywał).

cd61c4ff31911c2699c78021a4a96a0d

Wspomniałem dlaczego ta mała liczba wzmianek nie powinna nikogo martwić. Wiecie dlaczego? Ponieważ K2 odpowiedzialne za tę akcję stworzyło sobie listę 30 influencerów marketingowych i parentingowych, do których napisali w pierwszej kolejności pokazując video. Ja byłem wśród tych osób i od samego początku wiedziałem, że będę chciał coś napisać o historii małego Sebastiana. Oprócz tego u Artura Jabłońskiego powstał też dedykowany wpis dotyczący storytellingu w marketingu. Kogo jeszcze poprosiła agencja w nagłośnieniu kampanii? Oto kilka przykładowych wpisów.

cb80f915763c174649295692006cfd56

 

522b1fcf8e18d2cf6aa8f84551b81826

Oprócz tego Historię Sebusia wymieniano też w branżowych artykułach dotyczących zestawień najlepszych reklam i kampanii content marketingowych 2015 roku. Cała otoczka, że to tak ujmę earned media sprawiła, że video miało dobry start i w zaledwie kilka dni zebrało 80 tysięcy obejrzeń, a poprzez współpracę z blogerami parentingowymi informacje o akcji dotarły do ponad 85 tysięcy osób, a dzięki marketingowym do około 30 tysięcy!

Gdybym miał podsumować co najbardziej podoba mi się w tym kejsie, to chyba jego autentyczność i niewymuszoność. Poza tym bardzo dobre wykorzystanie influencerów, którzy zbudowali zasięg oraz po prostu dzielenie się dobrą energią, coś co PGE chce komunikować i w tym przypadku trafili w dziesiątkę!

logohd24154

 

Tagi: , , , , , ,