Nie bądź więźniem swojego bloga

Prowadząc bloga od prawie czterech lat często w mojej głowie pojawiała się myśl „musisz dzisiaj coś napisać”. Bo statystyki, bo czytelnicy, bo wybujałe ego blogera podpowiada Ci, że każdym wpisem zbawiasz świat. Zejdźmy zatem na ziemię i zobaczmy jak to rzeczywiście wygląda, opierając się na moich kilkuletnich doświadczeniach. Oby pomógł Wam w pracy przy Waszych blogach.

Jak często możesz pisać?

W internecie znajdziecie masę porad i odpowiedzi na to pytanie. Raz w tygodniu, codziennie, dwa wpisy na miesiąc. I powiem Wam, że tu nie ma reguły. Tak naprawdę, to nie Wy decydujecie, tylko Wasi odbiorcy, czytelnicy. To tak jak z zasięgiem postów na Facebooku, można publikować co trzydzieści minut, ale zwyczajnie dotarcie będzie małe, niż wtedy, gdy damy naszemu postowi „pożyć” przez kilka godzin.

Zatem najlepiej zrobić test, publikować więcej lub mniej. Przypominać o wpisach za pośrednictwem kanałów social media i zobaczyć ile rzeczywiście treści od Was konsumują użytkownicy. Inną kwestią jest to, czy macie wenę.

Bo w zależności od tematów poruszanych na blogu, z inspiracjami może być różnie. Ja staram się zazwyczaj tworzyć wpisy pełne danych, odnośników. To zajmuje czas, wymaga researchu. Gdybym przyjął sobie za punkt honoru, że niczym Mashable codziennie będę wypluwał artykuły pełne ciekawostek, to chyba musiałbym nie spać. Dlatego najlepiej jest…

Wytyczyć granicę

Rozumiem, że gdzieś tam z tyłu głowy wielu blogerów kołacze myśl „Będę pisać więcej, to wkrótce dogonię tych najbardziej medialnych twórców”. Otóż nie do końca. Lepiej moim zdaniem postawić na jakość treści i publikować chociażby w takim trybie, jak ten, który ja przyjąłem. Raz w tygodniu Podsumowanie Tygodnia + przynajmniej jeden nowy artykuł. Jeśli będą dwa, to super, trzy to w ogóle wypas. Ale lepiej zaplanować sobie plan minimum, bez sztywnych dat i pory publikacji.

Najlepiej spisać sobie trochę tematów i pomyśleć – kiedy mogę to napisać. Wtorek? Wieczorem? O 22:00? Przyjmijmy, że tylko wtedy mamy czas. Zatem do dzieła. Nawet można od razu opublikować wpis, nie przejmujcie się, że to późno, dzień nie ten. Bo dziś najważniejsza jest dystrybucja contentu. Można zajawić wpis tym, którzy akurat są online, a potem rano puścić do ogółu.

Jakiś czas temu zapytałem na fanpage’u w jakich godzinach czytelnicy w ogóle mają czas na blogi. Dość zróżnicowane pory i dni, a wniosek jeden. Chrzanić to, kiedy oni mają czas. Przecież mogę przypominać o wpisie w różne dni, o różnych porach. Trafić do jak najszerszej grupy. Jeśli Wasza taktyka polega na tym, że puszczacie tekst na Facebooku raz i do widzenia, to nie dziwię się, że narzekacie. Aktywnością na stronie można wręcz kierować. Oczywiście, sugerowanie się porami największej aktywności na stronie/fanpage’u/Twitterze jest jak najbardziej wskazane, ale nie można się katować, że publikacja o TEJ KONKRETNEJ GODZINIE i minuta później to tragedia.

Daj sobie trochę twórczej wolności.

Daj sobie trochę twórczej wolności.

Na siłę, czy na luzie?

Do pewnego momentu miałem tak przy tworzeniu Pijaru Koksu Bloga, że koniecznie musiałem coś wrzucić danego dnia. Bo czułem, że kogoś zawodzę. Przecież tam są żądni wpisów czytelnicy! No właśnie, że nie. Nie czekają, nie obgryzają paznokci w oczekiwaniu. Mają morze innych blogów i miejsc w internecie, gdzie mogą zajrzeć. Zatem nie susz sobie głowy blogerze, że akurat nic nie publikujesz. Był zaplanowany post, który zapowiedziałeś, ale weny jak nie było tak nie ma? Przeproś w socialach, powiedz że nad nim pracujesz i wsio. Szanuj swój czas i uwagę czytelników. Bo jak coś się tworzy z musu, to lepiej w ogóle to zamknąć w szufladzie.

Najgorzej, gdy stajemy się więźniami własnej pasji. Nie wyjdziemy z domu, bo piszemy. Nie pogramy na konsoli, bo piszemy. Planujemy, rozpisujemy strategię, kalendarz wpisów, sprawdzamy godziny w Google Analytics…

Owszem, zaangażowanie jest ważne, tak samo jak analityka. Tylko, czy to nie zabija sensu samego blogowania? Dobrej zabawy i radości z kreacji czegoś, co się podoba ludziom? Według mnie, lepiej czasami wrzucić na luz, działać bardziej ad hoc (oczywiście mając gdzieś nakreślony kierunek rozwoju bloga) i patrzeć co się dzieje, zamiast działać w wyrachowany sposób jak niektóre portale. Tu taki post, tam taki, ten tytuł ma się klikać, a ten wpis był pisany na siłę i pod publiczkę…. Nie chcę być takim twórcą, Wy pewnie też. Spójrzcie zatem na to co robicie niczym osoba z zewnątrz i pomyślcie: Czy mój blog nie stał się dla mnie więzieniem?

logohd24154

Tagi: , , , , ,