Jestem socialowo staromodny

Czuję się tak staro, jak tylko dwudziestosześciolatek może się czuć. W odniesieniu do mediów społecznościowych rzecz jasna. Obserwuję już kolejną rewolucję, która ma na celu wyludnienie Facebooka kosztem innych platform. Wcześniej był to Instagram, który w rezultacie trafił jednak pod strzechę Zuckerberga. Teraz Snapchat, Periscope i Vine starają się dzielić i rządzić wśród przedstawicieli generacji Z, millenialsów i innych ludzi, którzy mówią takim językiem, że trudno mi jest ich zrozumieć. Kwestia przepaści pokoleniowej? Nie do końca, o czym zaraz wspomnę. 

Inne podejście do relacji

Młodzi użytkownicy mediów społecznościowych korzystają z nich zupełnie inaczej, niż pokolenie, które pamięta bajki na Polonii 1. Większość interakcji ma miejsce w grupach rówieśniczych, z którymi wciąż mają kontakt. Dlatego też jest to dość płynne, efemeryczne wręcz patrząc po tym jak korzystają ze Snapchata. Jakiś czas temu krążył po sieci artykuł o tym jak piętnastolatka korzysta ze swoich platform społecznościowych – do przeczytania tutaj.

I główny wniosek, który mi się nasunął po lekturze jest następujący – brak potrzeby nawiązywania społecznościowych relacji poprzez serwisy jest podyktowany tym, że w życiu realnym te osoby są dość blisko. Zmienia się to jednak, gdy muszą pójść do innej szkoły albo wkroczą w dorosłość, czasu będzie mniej i te więzi zaczną się trochę nadwątlać. Nie popieram tego żadną naukową teorią, ale wnioskując po tym, że w pewnych grupach wiekowych Facebook i Twitter tracą (Ci najmłodsi), by zaledwie dwa lata później zyskiwać aktywnych użytkowników w grupie 20+.

O generacji Y napisano już wiele, teraz na tapecie jest generacja Z, która praktycznie nie zna świata bez internetu – sprawdźcie sobie prezentację Fenomemu z Social Media Conventu, świetna rzecz. I przedstawiciele tej grupy jak się okazuje wciąż korzystają ze „starych” mediów społecznościowych w określonym celu. A jest nim pozyskiwanie informacji o otaczającym ich świecie. Zarówno informacje kulturowe, jak i polityczne czy dotyczące sportu (stosowne badanie i opracowanie w artykule Fortune.com pod linkiem). Oni sami i ich znajomi są zbyt zajęci tworzeniem swoich codziennych treści, żeby szukać gdzieś indziej informacji. Mają być podane na Facebooku, który może jest zły i niedobry, ale wciąż nie chce umrzeć.

Dlatego pokolenie Snapchata może być kolejną generacją, która jest odrobinę ogłupiona przez mass media. Gdy osoby, które dorastały w latach dziewięćdziesiątych nauczyły się filtrować pewne informacje i identyfikować zjawiska, to generacja Z jest zbyt zajęta swoimi sprawami oraz rozkojarzona, więc zaczyna łykać wszystko jak przysłowiowy młody pelikan.

183111-snapchathome

Wymagam interakcji

Snapchat, który jest teraz obiektem wielu dyskusji to dla mnie medium najbardziej egocentryczne ze wszystkich. Nastawione na pewną autokreację i streaming własnego życia. Bez bezpośrednich interakcji oraz informacji zwrotnej, jedynie statystyki wyświetleń i ewentualnie odpowiedzi od znajomych. Dlatego nie mogę się do niego przekonać, bo rozumiem pewien zamysł, że publikujemy treści i nie mamy takiej potrzeby akceptacji, jak w przypadku facebookowych lajków. Tylko, że u mnie rodzi to z kolei inną refleksję „Czy tworząc takie rzeczy, coś mi to przynosi?”. Jakąkolwiek korzyść?

Podobnie nie przekonałem się na dobre do wszelkich form społecznościowych video, bo wymagają pewnej konwencji, przygotowania – jak w przypadku tego co robi Alrena Witt. Po prostu, gdy mam rozszerzyć swoją obecność w mediach społecznościowych to czuję się niczym ta babcia z poniższego mema. Nie mam również motywacji do korzystania i wracam do świętej trójcy Facebook, Instagram i Twitter oraz własnego bloga, który dla mnie jest najbardziej trwałą rzeczą w internecie.

1296854114085

To oczywiście nie oznacza, że jestem na tyle konserwatywny, że wypieram z umysłu potrzebę posiadania Snapchata, Periscope czy Ello. Moja praca wymaga, żebym rozumiał te serwisy na tyle, aby można je było wykorzystać marketingowo dla potencjalnego klienta. Jeśli jednak mam już gdzieś spędzać prywatny czas, to wolę swój wyrobiony stream Facebooka albo myślodsiewnię, jaką jest Twitter (o moim podejściu do Ćwierkacza poczytacie tutaj). Nawet ostatnio wróciłem do aktywniejszego pinowania na Pintereście, moim zdaniem najlepszym repozytorium treści graficznych jakie powstało, ze świetnymi algorytmami polecającymi.

Wspomniałem o artykule w którym piętnastolatka opisuje wykorzystanie swoich mediów społecznościowych. I wydało mi się to nie tylko czasochłonne, ale też schizofreniczne. Dobór najlepszych jakościowo treści na te platformy, reszta w ramach streamingu. To takie dobieranie odpowiednich kanałów na żywo, a jednocześnie siedzenie podczas imprezy cały czas z telefonem. Tak, sam spędzam ze smartfonem w łapie dość dużo czasu, ale najczęściej, gdy coś już znajdę – news, webkomiks, mem – jest zaczątkiem nowego wątku w rozmowie ze znajomymi.

Jak zatem wygląda mój cykl publikacyjny w social media? Otóż zazwyczaj, gdy już chcę uchwycić jakieś wydarzenie lub moment, to korzystam z Instagrama. Tam włączam redystrybucję zdjęcia na Facebooka, a poprzez IFTTT fota ląduje również na Twitterze w formie natywnego tweetu. I taka automatyzacja to maksimum jakie u siebie dopuszczam. Zatem nie ma tego wbrew pozorom tak dużo, więcej treści konsumuję niż tworzę, staram się „nagradzać” znajomych, których mam w social streamach. Czy to lajkiem, czy komentarzem. Bo wolę inwestować w więzi, niż łechtanie własnego ego.

logohd24154

Tagi: , , , , ,