Epitafium dla Vine’a

Dlaczego warto docenić rolę Vine’a w rozwoju mediów społecznościowych? Czy fakt, że aplikacja zostanie zamknięta to zaskoczenie? Ten wpis chciałbym poświęcić na krótkie podsumowanie żywota tej społecznościówki.

4 lata życia na szczycie

To był całkiem ciekawy ruch ze strony Twittera, gdy w 2012 za 30 milionów kupili appkę do kręcenia 6-sekundowego video. Pamiętam, że wtedy to było naprawdę coś ciekawego. Zwłaszcza, gdy obserwowało się, jak marki i influencerzy z tego korzystają. Nagle filmy, które są kręcone z ręki i nie trwają 30 sekund lub minuty, zaczęły być akceptowalne, stały się trendem. W ten sposób rozwinęło się micro-video.

Nie trzeba było długo czekać, bo zarówno Instagram (wpierw 10-sekundowe video żeby się odróżnić), a potem Snapchat podchwyciły ten koncept. Jednak siłą Vine’a była rosnąca społeczność, możliwość kategoryzacji i wyszukiwania video. Vine w pewnym momencie był najszybciej rosnącą aplikacją, według różnych źródeł miał nawet 200 milionów użytkowników miesięcznie (choć więcej danych widzę, że góra 40 milionów). Co zatem poszło źle? Niestety w którymś momencie chyba zabrakło wizji i pomysłu na „co dalej”. Zwłaszcza, kiedy Facebook zaczął mocniej inwestować w video.

Gwoździem do trumny według mnie był brak opcji reklamowych. Marki, które w pewnym momencie zachłysnęły się możliwościami Vine’a odeszły, przestały publikować. Zwyczajnie nie docierały do swoich odbiorców. W pewnym momencie platforma służyła raczej jako narzędzie do stworzenia video-reklamy, ale udostępnianej na Twitterze.

vine_cover

Jedną funkcją nie wygrasz

Vine to moim zdaniem relikt przeszłości pod tym względem, że ma tylko jedną funkcję. Nagrywanie i emisja krótkich video. Instagram poszedł dalej, bo zdjęcia oraz Stories, podobnie Snapchat, który ma też contentową sekcję Discover. Tylko od stycznia 2016 z platformy przestało korzystać około 50% influencerów (w tym Justin Bieber i PewDiePie). Bo tak naprawdę co im można było zaoferować?

Szczerze, to w tej chwili nic. Nie stworzono żadnego sensownego programu wspierającego twórców lub monetyzacji treści. Wszystko działo się poza platformą jeśli ktoś dogadał sobie deal na jakiś product placement lub sponsorowanego Vine’a. A przecież podobnie jak na Youtube serwis mógłby z tego czerpać korzyści.

Żegnaj Vine, miło było poznać

Wkrótce Vine podzieli los MySpace, czy Orkuta. Tak naprawdę nie przypominam sobie w ostatnich latach zamknięcia serwisu społecznościowego tej wielkości. Choć trzeba pamiętać, że pewnie Vine żyłby sobie jeszcze długo i działał gdzieś w drugim rzędzie gdyby nie coraz gorsza sytuacja jego „rodzica”, Twitter.

Zatem można się było spodziewać takiego obrotu spraw już od dawna.

Mimo tego może dziwić fakt, że były tam osoby, które większość swojej aktywności skupiały tylko w tym serwisie. Choć mają jeszcze chwilę, żeby zgrać swoje wszystkie video i przerobić je chociażby na GIFy dzięki uprzejmości serwisu GIPHY albo spróbować rozwinąć społeczności na FB i Instagramie. Internet jak wiemy nie znosi pustki.

Ja po Vine płakać nie będę. Aplikacji nie używałem już od dawna, próbowałem kilkukrotnie się do niej przekonać, ale tak naprawdę przeglądanie kolejnych klipów było… irytujące. Co chwila przeglądając stream leciała jakaś kakofonia dźwięków i kończyło się na tym, że topowych twórców oglądałem na Youtube lub Facebooku w formie kompilacji kilku video. Jednak nie mogę odmówić tej aplikacji tego, że zmieniła nasze postrzeganie na tworzenie video, jego krótką formę, a także odgrzebanie gdzieś z czeluści tak zwanych „stop-motion”.

Osobiście mam tylko nadzieję, że śmierć jednego serwisu może pomóc drugiemu. Mam tu na myśli Twittera, z którym pożegnanie się było by dla mnie o wiele cięższe.

logohd24154

Tagi: , , , , ,