Słowo wstępu od Panny Młodej

collage246Cześć, z tej strony Dorota, czyli Panna Młoda z Blogogodów. Znana także jako Czechożydek (klik, klik i czytajcie) – cały czas niszowa blogerka, pisząca głównie o literaturze czeskiej i żydowskiej. Od dwóch lat także narzeczona Jakuba, który zdążył już sporo namieszać w polskim internecie. 

Do tej pory działaliśmy osobno. Z różnych przyczyn. Zresztą, chyba się nie dziwicie – trudno bowiem połączyć tematy, którymi się zajmujemy. Blogogody to nasze pierwsze (i na pewno nie ostatnie!) wspólne dzieło w Sieci, przy tworzeniu którego mamy dużo radości. Okazało się, że umiemy współpracować jako blogerzy, nie tylko jako dwójka kochających się ludzi.

Przygotowania do Blogogodów trwają już okrągły rok. Oczywiście, jako przedstawicielka płci pięknej zastanawiałam się przedtem, jak mogłaby wyglądać moja ceremonia ślubna, jaką sukienkę bym założyła i tak dalej, i tak dalej. Kiedy już zabraliśmy się za organizację wszystkiego, nasze wyobrażenia zderzyły się z rzeczywistością… Osobiście myślałam, że pójdzie szybko, łatwo i przyjemnie, skoro zdecydowaliśmy się na ślub cywilny. Znacie pewnie przysłowie „Opowiedz Panu Bogu o swoich planach, to zacznie się śmiać?”. Właśnie… Niemniej jednak zakasaliśmy rękawy i od tamtej pory dzielnie pracujemy nad Blogogodami. Nasza koncepcja zmieniała się wielokrotnie, niektóre szczegóły przerabialiśmy niezliczoną ilość razy. Stąd też dopiero teraz macie okazję czytać nasze teksty z przygotowań.

collagew554367

Chcieliśmy zorganizować ślub po swojemu. By był nasz, dostosowany do nas, naszych pomysłów, planów, by żaden drobiazg nie był dobrany niechlujnie, na szybko, bo nie wyrobiliśmy się z czasem. Wszystko – od samego ślubu, jego oprawy czy zaproszeń, przez obiad dla rodziny, imprezę i podróż poślubną – wymyśliliśmy od początku do końca SAMI. Nigdy nie zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym, że coś ma być, bo inaczej członkowie rodziny się obrażą czy nasz ślub okaże się być katastrofą. Nikt nam nie narzucił swojej woli. W przygotowaniach pomagają nam nie tylko Partnerzy (chociaż ich rola jest nieoceniona, to nie finansują wszystkiego), ale także ludzie nam bliscy, specjalizujący się w różnych dziedzinach, nasze rodziny i przyjaciele. Bez nich Blogogody nie wyglądałyby tak, jak będą wyglądać. Zresztą, o szczegółach przygotowań opowiem następnym razem.

Rzeczywistość wcale nie wygląda tak, że siedzimy, popijamy sobie drinki przez słomki i czekamy, aż ktoś coś za nas zrobi. Mamy do załatwienia takie same sprawy, jak setki ludzi chcących wstąpić w związek małżeński – formalności w urzędzie, lista gości, rozdanie zaproszeń, przygotowanie strojów, zatroszczenie się o gości, skombinowanie im dojazdu (i inne kwestie logistyczne), nocleg na podróż poślubną oraz opracowanie planu wyjazdu… Sytuacji wbrew pozorom nie ułatwia rozbicie świętowania na obiad dla rodziny oraz imprezę. To są dwa oddzielne wydarzenia, a co za tym idzie – dwa razy tyle rzeczy do dopilnowania. Mówiąc wprost, siedzimy po uszy w notatkach z telefonami i laptopami koło siebie, o wolnym czasie możemy tylko pomarzyć. Pamiętajcie, że jesteśmy ludźmi pracującymi, nie bierzemy urlopu na dopięcie ostatnich szczegółów – wszystko robimy niejako „po godzinach”.

Niemniej jednak jesteśmy szczęśliwi. Wszystko idzie zgodnie z planem, z tym, co sobie wymarzyliśmy.  Wierzę, że dzień, w którym zmienię nazwisko na Prószyńska, będzie jednym z wielu najpiękniejszych dni w moim życiu.

Nie codziennie bowiem ma się okazję wyjść za mąż za osobę, z którą jest się ponad dziesięć lat. 🙂

Spodobał ci się wpis? Udostępnij go!