Impreza!

IMG_4630 copy

O części oficjalnej naszego ślubu już mieliście okazję przeczytać. Czas zatem przejść do tej bardziej rozrywkowych rzeczy, czyli do imprezy. Minęły ponad dwa tygodnie, zdążyliśmy odpocząć w Szkocji, zatem pora trochę napisać o tym wieńczącym wszystko wydarzeniu. Dorota jeszcze przed naszą podróżą spisała kilka słów – o tutaj.

Przede wszystkim zacznijmy od miejsca. A była nim Sala Bankietowa Kaczka przy Polu Mokotowskim. Przestrzeń odrobinę surowa i pasująca do naszych założeń, czyli żeby pasowało do słowiańsko-dawnych klimatów. Dużo drewna, lekko karczemna atmosfera. Lokal należy do tych samych właścicieli co Space Club na ulicy Kolejowej (o tej przestrzeni eventowej wkrótce napiszę u siebie na blogu), zapewnili nam zatem również pyszny catering.

Oczywiście nie chcieliśmy żeby cała impreza była przy stołach, zatem wraz ze Star Event przystroiliśmy całe miejsce. Przy wejściu gości witały brzózki i kostki siana obrzucone jesiennymi liśćmi. W środku białe meble z palet. Zatem wyglądało to odrobinę siermiężnie, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Wszystko do siebie pasowało, bez zbędnych nowoczesnych elementów. Takie kanapy z palet to na pewno lepsze wyjście niż posadzenie wszystkich jak u babci na imieninach. Przestrzeń była bardziej otwarta i zachęcająca do wychodzenia na parkiet.

collage135

A bawiliśmy się przy różnorodnej muzyce. Od Rammsteina, przez Prodigy, aż po Donatana z Cleo (miało być słowiańsko, co nie?) i aktualne hity klubowe. Dla każdego coś miłego, chcieliśmy żeby było kilka naszych akcentów, ale też bez przesady. Goście byli równie ważni, a wiadomo iż każdy ma inny gust. Znajomi dobrze się bawili, więc wnioskuję, że taki dobór muzyczny oraz odpowiednie poinstruowanie DJa pozwoliło nam spędzić ten wieczór w naprawdę dobrej atmosferze.

Chcieliśmy też żeby nasi goście mieli jakieś pamiątki z tego wydarzenia. Dlatego do współpracy zaprosiliśmy również SEVEN event group, którzy  zapewnili nam na kilka godzin fotobudkę, która drukowała zdjęcia z naszym blogogodowym logotypem. Oczywiście możliwość wywoływania zdjęć na miejscu = głupawka. Część rekwizytów była oczywiście od SEVEN, resztę wypożyczyliśmy od HBO oraz z Płaszcz i Suknia (polecam gorąco!). Kolczuga, którą nosiłem przez kilka godzin była dość autentyczna i ważyła z jakieś piętnaście kilo, ale oprócz tego mieliśmy futra, tarczę i kilka mieczy.

12096509_550498498436226_2757640886732030392_n

Oprócz tego nasi goście otrzymywali jeszcze jeden prezent, personalizowaną butelkę wódki Pan Tadeusz. Coca Cola ze swoimi imiennymi puszkami może się przy tym schować. Blogerzy też potrafią czasem coś podarować w darach losu, żeby nie było.

IMG_5041 copy

Byliśmy z Dorotą i wciąż jesteśmy zachwyceni całym wydarzeniem. Organizacją, miejscem i atmosferą. Przy wszystkim pomagały nam Magda Jabłońska i Agnieszka Ciesielska, które na branży eventów zjadły zęby, dzięki dziewczyny! Tutaj możecie przeczytać ich relację z naszej imprezy.

Jeszcze na koniec kilka zdjęć, żebyście mogli poczuć atmosferę. Długo będziemy wspominać dziesiąty października 2015 i hulankę w Sali Bankietowej Kaczka.

collage25466

IMG_4689 copy IMG_4691 copy IMG_4707 copy IMG_4745 copy IMG_4794 copy IMG_5061 copy IMG_5111 copy IMG_5174 copy

Spodobał ci się wpis? Udostępnij go!