Blogerem być?

Kim jest bloger? Jaka jest definicja blogera? Kto może sobie nadawać to miano? – nie raz i nie dwa zadawano mi to pytanie, a to mnie skłaniało do pewnych przemyśleń. Także dzisiaj subiektywnie się z tym rozprawię i opiszę Wam jak ja to widzę. Nie roszczę sobie pretensji do tego, żeby tworzyć jedyną słuszną definicję „blogera”, a raczej chcę to opisać w sposób funkcjonalny, jak to swoim socjologicznym okiem widzę.

Kto blogerem nie jest

Najpierw chciałbym się rozprawić z tym kto blogerem w moim mniemaniu nie jest. Nawet jeśli tworzy własne treści i publikuje je w internecie. A chwilę potem złożymy w całość moją definicję osoby, którą wskazałbym palcem i bez wyrzutów sumienia mógłbym ją opisać tymi słowy: Oto bloger!

Pierwszy typ niby-blogera to anonimowi hejterzy. W ogóle nie rozumiem tego trendu. Po co narzekać w sieci w taki sposób, że nie można podpisać tego własnym nazwiskiem? Jeśli byłaby to konstruktywna krytyka, podająca pewne rozwiązania, wnioski, to nie jest już hejtem. A niektórzy uważają, że najlepiej takie wpisy opatrywać jeszcze masą wulgaryzmów. Jaki jest cel w tworzeniu czegoś, czym w żaden sposób nie można się szerzej pochwalić? Super, trafisz na Wykop z jakimś wpisem, ale dalej jesteś anonimowym hejterem. Osobiście wolę, żeby blogi dawały mi wiedzę/rozrywkę/chwilę relaksu niż wytykały kolejne złe rzeczy wokół. Polacy są mistrzami w narzekaniu, ale seriously, można to robić konstruktywnie z podawaniem rozwiązań!

Drugim gatunkiem „blogiera” są osoby piszące dla gratisów. Jest masa blogów zakładanych pod reklamy i „recenzje” (pisanie w samych superlatywach to nie recenzja!) produktów. Super, ostatnio nawet dostałem propozycję na jednym z fanpage’y klienta, że moglibyśmy wysłać pani jakieś produkty do opisania, bo przecież rekomendacje na blogach to świetna reklama. Tia… Zwłaszcza jak nawet w tej wiadomości nie umiała sformułować tego po polsku. Piszesz dla samych gratisów? Dla mnie nie jesteś blogerem, tylko zwykłym ściemniaczem. Bo oszukujesz siebie (że niby wnosisz jakąś wartość, a piszesz grzecznie i OBIEKTYWNIE, bo firmy się na Ciebie jeszcze gotowe obrazić), czytelników którzy jakimś cudem trafią na te wypociny i firmy, które być może z braku doświadczenia zgodziły się na taką „współpracę”.

Kończymy typologię „posiadaczem bloga”. Tu mam trochę grząski grunt, ale spróbuję przekazać o co mi chodzi. Mamy sobie osobę, która coś tam sobie tworzy, ale jest to twórczość albo obiektywna jak wyżej albo zwyczajnie oparta na social graphie, takie pisanie do szuflady wręcz, ale dostępne dla każdego. Czy ktoś kto miał wielkie postanowienie „Będę prowadzić bloga!” i zgodnie ze stereotypem napisał notkę „Hello world!” i koniec. The end. Kaplica. Blog jest martwy, ale ten ludek jest już przecież blogerem! Bo założył sobie własną stronę i napisał notkę, to oznacza, że może sobie kupić przypinkę „Bloggers gonna blog” i w ogóle jest królem internetów… NOT!

Trochę przesadzam? Może odrobinę. Ale na pewno zauważyliście od jakiegoś czasu taki owczy pęd do zakładania przez wielu ludzi własnych przestrzeni w internecie, o które później albo nie dbają albo ich nie rozwijają. Ot, bo blogerzy to mają fajnie, bo gratisy, bo konferencje, bo coś tam… Tylko, że w większości to praca pod własnym nazwiskiem i konsekwentne działania przynoszą takie efekty, a nie to co opisałem wyżej.

Pijaru Koksu definiuje „blogera”

Pasjonat, zajawkowicz, influencer – te wyrażenia świetnie określają blogerów, ale nie wyczerpują moim zdaniem tematu. Bo bloger proszę państwa, to ktoś, kto wychodzi poza ramy swojego wirtualnego dziennika, nie znika w tłumie, prowadzi również inne działania, w innych mediach. I tak na przykład posiada fanpage, prowadzi szkolenia, tworzy grafiki. Chodzi o to, żeby osoba uważająca się za blogera nie była kimś w stylu „przychodzę do pracy, robię przez 8 godzin, wychodzę i mnie to nic nie obchodzi”.

Bo na miano blogera trzeba zasłużyć w pewien sposób. I tak jak Chris Brogan pisał, że samomianujący się eksperci są kiepscy wizerunkowo, tak blogerem nie stajemy się tuż po założeniu bloga. Bo pisanie, tworzenie społeczności, rozwój tego naszego zakątka sieci wymaga również pewnych zmian w naszym trybie życia, podejścia do kreowania treści i obecności online. To również działania personal brandingowe. Maciej Budzich bodajże stwierdził kiedyś, że bloger to już nie tylko blog, to właśnie masa innych aktywności, dzięki którym jego wizerunek i obecność jest bardziej trwała niż tylko z notki na notkę.

Nie jest zatem moim zamiarem segregowanie ludzi na tych, którzy mogą być blogerami i na to miano nie zasługują. Spoko, możesz nazywać się blogerem, ale jak się okaże że Twój blog ma jedną notkę, a fanpage to same Demotywatory, to co to o Tobie mówi? Nic, nic o takim blogerze nie wiem. Bo czytając blogi nie chcę podawania samych faktów itp. od tego mam serwisy i portale. Na blogu powinny być opinie, wizualizacja poglądów danej osoby dzięki którym będę mógł ją sobie w jakiś sposób zwizualizować i poczuć do niej sympatię/szacunek lub niechęć (w skrajnych przypadkach). Po prostu żeby to miało ludzki wymiar i żebym bloga identyfikował z określoną osobą i jej charakterem.

Sam momentami się zastanawiam, czy mogę sobie z czystym sumieniem przypinać badge „Jestem blogerem”, a nie bardziej blogerę jednak. Jak Wy to widzicie i oceniacie? Kto dla Was jest takim pełnoprawnym Blogerem przez duże B? Piszcie w komentarzach.

logohd24154

Tagi: , , , , , ,