Bloger i newsletter, czy ten związek ma sens?

Swoją przygodę z blogowaniem na szczęście rozpocząłem, gdy Facebook już stawał się w Polsce modny. Wcześniej o sprowadzenie ruchu na bloga mogło być dość trudno. Na pewno pomagały agregatory RSS i newslettery właśnie. Te narzędzia odeszły w zapomnienie na pewien czas, ale powoli znowu zyskują sympatię użytkowników i blogerów. Skąd taka kolej rzeczy? Już śpieszę z wyjaśnieniem.

Przede wszystkim Facebook pomimo bycia naprawdę dobrym generatorem ruchu stał się przeciążony jeśli chodzi o liczbę treści. Po prostu nie wszystko ma szansę się nam wyświetlić, bo jeden fanpage walczy z drugim o nasza uwagę i pozycję w algorytmie Edge Rank. ER wartościuje nie tylko wpisy, ale też samych publikujących. Jeśli bloger linkując wpisy na swoim fanpage’u nie wzbudzał reakcji, to zasięgi poszczególnych postów spadają, jego dotarcie się zmniejsza, aż nadchodzi ten moment zwątpienia. Oczywiście mógłbym tu napisać o wielu sposobach jak do tego nie dopuścić, ale skupię się na innym aspekcie…

Budowaniu relacji poprzez bardziej spersonalizowane komunikaty. W tym momencie moja wypowiedź trochę zakrawa na hipokryzję, bo sam nie mam na blogu newslettera (jeszcze!), ale widzę jak to działa u innych blogerów, chociażby u Pawła Tkaczyka i Andrzeja Tucholskiego, którzy poprzez wysyłane maile pokazują nie tylko jak bardzo im zależy na odbiorcach ich treści, ale też jak wiele można zyskać jako czytelnik jeśli wchodzi się z blogerem na nowy poziom znajomości. Dodatkowe treści, wcześniejszy dostęp do ciekawych artykułów, dedykowane ebooki, konkursy. Możliwości jest sporo. A dotarcie do ludzi jest teraz skuteczniejsze niż w social media.

Czemu? Bo wcześniej była moda na zapisywanie się na miliony newsletterów, mailingów i innych tego typu usług. Doświadczyliśmy jednak tego samego co teraz dzieje się na FB. Zalewu informacji, więc zaczęliśmy lepiej dobierać źródła z których chcemy otrzymywać maile. Segregować je, wybierać te najpotrzebniejsze. Historia w pewien sposób zatoczyła koło, ale z korzyścią dla ludzi, którzy chcą utrzymywać wartościowe relacje i otrzymywać wartość dodaną.email-productivity_37716

Kolejną kwestią jest też to, że jeśli otrzymujemy wpisy poprzez newsletter na naszą pocztę, to one tam będą. Nie znikną, w każdej chwili można wrócić, kliknąć, przeczytać. Na Facebooku jeśli czasami coś nam mignie i stwierdzimy “a pewnie jeszcze się wyświetli” to jesteśmy w błędzie, bo najpewniej skoro raz nie weszliśmy w interakcję to już nie wróci. Newsletter jednak jest takim stałym medium, które dla osób takich jak ja, cierpiących na Fear Of Missing Out (FOMO) jest prawdziwym wybawieniem i dopełnieniem RSSa.

I cały czas bijąc się w pierś pracuję nad uruchomieniem własnego newslettera (niby to takie proste, a cały czas wyskakuje coś innego do zrobienia), który pozwoli mi być w ciągłym kontakcie z czytelnikami, nawet tymi, którzy przestali być aktywni na fanpage’u. Także podsumowując, blogerzy muszą być teraz multiplatformowi i zdywersyfikowani, w innym wypadku trudno mówić o jakimkolwiek rozwoju ich “fortec” jak to mówił Chris Brogan. Każdy kanał komunikacji z czytelnikiem to nic innego jak wysunięty przyczółek przez który muszą przejść pielgrzymi-czytelnicy szukający wiedzy.

logohd24154

PS. Tekst oryginalnie ukazał się na blogu GetResponse.

Tagi: , , , , ,